Recenzje

Badanie dopplerowskie – USG Dopplera

 

Operacja dwuszczękowa jest bardzo dużym obciążeniem dla organizmu. I nie chodzi tu nawet o samo łamanie kości twarzy (sic!), i nie o to, że nie możesz normalnie jeść przez dwa miechy (sic!!), i nawet nie o to, że Twoje oblicze przypomina dorodnego ziemniaka świeżo po wykopkach(sic!!!).

Narkoza i długi czas trwania zabiegu (ok. 4h) wpływa także na układ krążenia (zatory są na wyciągnięcie ręki). Dlatego przed tak poważnym i długim zabiegiem operacyjnym warto sprawdzić czy wasze żyły czasem nie nawalają.

Szczególnie gdy ktoś ma genetyczną skłonność do żylaków (po babci, dziadku, cioci, wujku, mamie, tacie, czy też listonoszu, who cares?!). Lub gdy wasza praca wymaga od was ciągłego stania lub siedzenia (8h przy simsach robi swoje!). Albo gdy sami czujecie, że z nogami jest coś nie tak np. bolą, puchną. Jeśli cuchną, to też jest problem ale dla członków rodziny lub podologa…

Dziś zajmiemy się badaniem żył w nogach – na parkiet wjeżdża USG Dopplera!

 

Co to za badanie?

USG Color Doppler rożni się od zwykłego USG tym, że oprócz obrazu mamy także efekt dźwiękowy. Polega ono na tym, że stajesz sobie na takim stołeczku, a lekarz jeździ głowicą po waszych nogach, patrzy na monitor i od czasu do czasu uciska żyły, nasłuchując jaki dźwięk wyda przepływająca krew. Dokładniejszy opis strony technicznej tego badania znajdziecie tutaj.

 

 

Badanie dopplerowskie - USG Dopplera

 

 

Teraz czas na moją wersję…

Szanowna ja, genetycznie obciążona widmem żylaków, z widokiem rychłej operacji szczęk i pobolewającymi nogami (zapewne od ciągłego siedzenia na czterech literach), udałam się na takie otóż badanie. Miły, starszy doktor najpierw zapytał co mnie tu sprowadza, wysłuchał mojej rzewnej historii i zaprosił na bandanko.

Stanęłam sobie na tym stołku. Doktor najpierw zaczął mówić jakie żyły będzie badał i w jaki sposób. Mi od razu zrobiło się słabo… Chyba to wyczuł, bo powiedział, że jeśli będę źle się czuła to mam mówić. I tak po 5 sekundach badania wylądowałam na łóżku/leżance, zażenowana swoją słabością. Doktor to co mógł to pobadał na leżąco, odczekaliśmy chwilkę i podjęłam drugą próbę badania na stojąco. Lekarz musiał się bardzo sprężać, bo znów robiło mi się słabo. Na odchodne znowu sobie poleżałam aby nabrać sił.

Na szczęście trafiłam na bardzo porządnego lekarza. Starał się odwrócić moją uwagę od żył i zagadywał do mnie o jedzeniu. Żeby mnie pocieszyć, powiedział, że jemu też robi się słabo na widok swojej krwi, ale na czyjejś już nie (uff!). Mi niestety jest słabo nawet gdy pomyślę o żyłach, a co dopiero gdy ktoś mi o nich zaczyna opowiadać, albo po nich dotykać. .. brrr… Koszmar!

Ale dobrą stroną tego wstydliwego przeżycia jest to, że z moimi żyłami jest wszystko w porządku i na spokojnie mogę dać się kroić 🙂 O ile można do tego tematu podejść na spokojnie 😛

 

Główne zalecenia to:

  • dużo spacerować;
  • nie stosować żadnych preparatów przeciw/na żylaki/obrzęki “na zapas”, używamy tylko wtedy gdy nastąpi taka potrzeba (np. nogi puchną), i to też nie ciągle, a z przerwami;
  • na obrzęki można stosować również rajstopy przeciwżylakowe zamiast zwykłych;
  • nie przejmować się na zapas, na kolejne badanie przyjść dopiero wtedy, gdy coś będzie dolegać czyli np. żyły powierzchniowe znacznie się powiększą.

Z badania wynikło, że jeśli jest genetyczna skłonność do żylaków, i te żylaki mają się pojawić, to tak czy siak się pojawią i temu nie zapobiegniemy. A leczyć je można dopiero gdy już będą. Także nie ma co się martwić na zapas ale warto trzymać rękę na pulsie. Widocznie niektórych rzeczy nie przeskoczymy ale możemy starać się je obejść jak najłagodniej.