Umysł

Bubble Mask AA – bąbel czy bubel?

Skóra po zabiegach chirurgicznych wymaga specjalnego traktowania. Dodatkowo ból przy dotykaniu twarzy powoduje, że nie chcemy jej za bardzo ruszać. Dlatego radykalne oczyszczanie nie wchodzi w grę. Tu trzeba działać delikatnie. Zapomnij o agresywnym wyciskaniu pryszczy, peelingach czy mocnym makijażu. Pozostają Ci maseczki, kremy i lód. Dużo lodu! 🙂

Zawsze gdy wpadam do drogerii, zatrzymuje się na dłużej przy półce z maseczkami. Przeglądam nowości i zastanawiam się, którą tym razem wybrać. I choć nigdy nie mam tego na liście, to zazwyczaj dwie maseczki lądują w moim koszyku. Czy ktoś w ogóle trzyma się listy? Bo ja oprócz tego, co muszę kupić, i co sukcesywnie wykreślam z mojej kartki, to również daję się ponieść rozpuście i dorzucam nadprogramowe fanty. Nigdy nie mogę zmieścić się w limicie…

Jednak nie mam wyrzutów sumienia, przynajmniej o te dodatkowe maseczki, bo domowego SPA nigdy za wiele! A co by sobie tą pielęgnację urozmaicić, to człowiek MUSI oddać się poszukiwaniom nowinek.

 

Bubble Mask AA – bąbel czy bubel?

Tym razem w moje lepkie ręce wpadły maseczki Bubble Mask z firmy AA, dostępne w drogerii Rossman. Ich cena nie była jakoś powalająco niska, ani piekielnie wysoka – ot 8 zł za sztukę (wystarczy na dwie aplikacje). Moją uwagę przykuło kolorowe opakowanie w czterech wersjach. Narysowane na nim kobietki przypominają mi trochę pin-up girls. Chwyciłam dwie, a później dokupiłam jeszcze trzecią, do moich testów 🙂 Dostępne kolory: żółty (oczyszczanie i energia), turkusowy (nawilżanie i świeżość), biały (elastyczność i gładkość) i czerwony (wygładzanie i nawilżanie).

Oczywiście pominęłam maseczkę dotyczącą zmarszczek – żółta, bom jeszcze młoda i nieskalana duchem czasu (cii… wmawiam sobie tak 😉 ). Ale ona jako jedyna pieni się na czarno (węgiel aktywny), więc na bank ją dokupię i będzie mały update tego tekstu. UWAGA! DOKUPIŁAM JĄ! Aktualizacja poniżej! 🙂

 

Zaczynamy od?

Turkusowej. Morska zieleń. Jak zwał tak zwał. Zawierająca aloes i zieloną herbatę. Po otwarciu opakowania (co wcale nie jest takie łatwe) moim oczom ukazała się jasnozielona maź, o przeźroczystej konsystencji. Miała ładny świeży zapach, taki orzeźwiający. Ale nie jak kostka do kibla, raczej jak cytrusowy żel do mycia. Bardzo szybko zaczęła się pienić i bąbelkować, od razu po zetknięciu ze skórą. Nie zdążyłam jej dobrze rozprowadzić, a już była “zbąblowana”. Jest to fajne uczucie, takie jakby łaskoczące? Ale po chwili zaczęłam odnosić wrażenie, że pianka zaczyna “spływać” mi z twarzy. Spojrzałam w lusterko, niby wszystko ok. Ale to uczucie było coraz bardziej nieprzyjemne, więc szybciej wmasowałam piankę w skórę i pozostawiłam tak jeszcze chwilkę (3 minutki?). Po zmyciu wodą skóra była odtłuszczona, przyjemnie napięta ale nawilżona. Nic mnie nie piekło.

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

Drugą z kolei wypróbowaną przeze mnie była biała maseczka. Zawierająca olej arganowy i kolagen. Brzmi ożywiająco nie? Jednak zapach tej maseczki pozostawiał wiele do życzenia. Capiła takim ciężkim kremem używanym przez nasze babki. Konsystencja przypominała klej wikol. No ale trzeba było wypróbować 😛 Po nałożeniu na twarz, zachowywała się podobnie jak zielona, ale słabiej się pieniła. i szybciej i spływała. Kolor pianki również biały. Dodatkowo musiałam zmyć ją szybciej, bo skóra zaczęła mnie piec. Po umyciu twarz była nieprzyjemnie kleista.

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

Na koniec pozostawiłam sobie the red one. Po otwarciu miło się zaskoczyłam, ponieważ maź miała kolor mieniący różowy. Dodatkowo pachniała arbuzem! Byłam zachwycona. Oczywiście co do nałożenia i samego przebiegu bąbelkowania i spływania wszystko odbywało się identycznie jak w dwóch poprzednich przypadkach. Twarz mnie nie piekła. Po umyciu skóra była fajnie nawilżona, gładka, napięta i co ważne – fajnie rozświetlona.

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

 

Zdecydowanie czerwona maseczka została moim faworytem spośród tych trzech testowanych. Co do samego procesu bąbelkowania – jest to fajne uczucie, zupełnie coś innego niż zwykłe maseczki. Mnie to łaskotało, ale kogoś innego może wkurzać. Ale czy daje to jakieś spektakularne efekty? Nie zauważyłam. Może przy dłuższym stosowaniu coś by z tego wynikło. Producent jednak nie podaje żadnych zaleceń co do częstotliwości stosowania. Z tyłu znajdziemy całą tablicę Mendelejewa, jak w większości tych cudownych “upiększaczy”.

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

AKTUALIZACJA 2.12.18r.

Gdy byłam ostatnio w drogerii, w moje ręce wpadła ta jedna maseczka (ah te przeceny!), którą pominęłam ostatnio. Czyli żółte opakowanie – czarny węgiel i 24K złoto (yhyyyym). Oto efekty użycia.

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

U mnie weekend to czas relaksu i domowego SPA. Także dziś na śniadanie, węglową maseczkę moja skóra dostanie. Opakowanie ciężko się otwiera, musiałam użyć nożyczek… Po otwarciu z opakowania wylewa się czarna maź (z brokatem!). Miły zapach to zasługa ekstraktu z wiśni z Barbados (ciekawe ile w tym prawdy :P)

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

Lepka konsystencja, od razu po zetknięciu ze skórą zaczyna się pienić, także tak jak w poprzednich przypadkach bardzo szybko trzeba rozprowadzić ją po twarzy. Maseczka jako jedyna z całej serii pieni się na szaro (z racji tego, że ma węgiel aktywny w składzie). Fazka!

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

 

To pierwszy etap widoczny na powyższym zdjęciu. Drugim jest wmasowanie maseczki, czyli zniszczenie pianki. Wtedy dokładnie widać, że maseczka była czarna. Skóra po umyciu jest odświeżona, napięta i wygładzona. Tak jak obiecywali, zanieczyszczenia z powierzchni skóry usunięte. Szczerze, ta maseczka wskakuje na pierwsze miejsce spośród tej czwórki 🙂

 

 

Bubble Mask AA - bąbel czy bubel?

 

I pytania, które pewnie ciekawią Cię najbardziej:

Czy warto kupić taką maseczkę? Oczywiście, że tak. Chociażby dla samego doświadczenia bąbelków na twarzy. Śmieszne wrażenie! Dodatkowo, możesz to potraktować jako test sprawdzający na ile czucie po zabiegu wróciło 😉

Czy jest lepsza od zwykłej, niepieniącej się? Wątpię. Myślę, że są porównywalne. Na pewno nie mają silniejszych właściwości niż glinki. Efekt końcowy jest bardzo podobny do zwyczajnych drogeryjnych maseczek. Płacisz głownie za bajer spieniania 😉

 

A Ty masz swoje ulubione maseczki, które są godne polecenia? 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *