fbpx
Emocje

Nie ma czegoś takiego jak idealny moment

 

Idealny moment tworzymy sami.

O 5.30 okropny dźwięk budzika wyrywa Cię ze snu. W pośpiechu ogarniasz siebie, potem między jednym, a drugim łykiem zimnej kawy budzisz dziecko, robisz kanapki dla męża i wprowadzasz psa. Lecisz na łeb na szyję do pracy, w przerwie na czerwone światło, dogryzasz suchego pączka z osiedlowego sklepu. Po pracy znów w pośpiechu odbierasz dziecko, karmisz go jakąś papko-zupką, a sama zjadasz resztki po wczorajszym obiedzie od mamy. Mąż po południu zamawia pizzę, więc zjadasz kawałek, w porywie do trzech. Gdy zrzucasz ciuchy przed wieczornym prysznicem, niechętnie patrzysz w lustro. Myślisz „Boże czemu ja tak wyglądam”. A potem zaczyna się litania „od jutra dieta”, „muszę zacząć ćwiczyć”, „wypadałoby iść do dentysty”, „dawno nie robiłam żadnych badań”, „odrosty mam już na pół głowy”… Gdzie ten idealny moment?

 

Nie ma czegoś takiego jak idealny moment

 

I tak w kółko…

Mija kolejny tydzień, Ty znów zmęczona zmywasz makijaż i myślisz to samo co tydzień wcześniej. Planujesz to samo co tydzień wcześniej. Dalej nic nie robisz tak jak tydzień wcześniej. Dlaczego? Czekasz aż ktoś kopnie Cię w tyłek? Aż nie będziesz tak zmęczona? Będzie Ci się chciało? Nie będzie za zimno albo za gorąco? Czyżbyś czekała na TEN idealny moment? Uwaga oświecę Cię – on nigdy nie nadejdzie, jeśli Ty będziesz tylko na niego czekać. Idealny moment musisz stworzyć sama. Nie od jutra i nie od poniedziałku ale od już, od teraz. Idealny moment to punkt zwrotny w Twojej głowie. Klapka, która musi zapaść. Lampka, która musi zaświecić. Reszta to tylko wymówki – “a nie mam czasu, bo mam małe dziecko, nie mam siły, bo jestem chora, nie mogę zacząć dziś, bo jeszcze muszę zrobić to i to i to”… Ten kto chce zawsze znajdzie sposób, ten kto nie chce zawsze znajdzie powód.

 

Z braku laku i kit dobry?

Inny przykład. Pracujesz w miejscu, którego nienawidzisz. Codziennie widzisz te same fałszywe gęby. Klienci wkurwiają Cię na każdym kroku. Twój szef to sknera, a podwyżki nie dostałaś od pięciu lat. Wiesz dobrze, że w tej robocie nic więcej nie osiągniesz. Jesteś tam z przyzwyczajenia, z braku laku i innej opcji na horyzoncie. Wiesz, że kiedyś będzie ten dobry moment, żeby to zakończyć. Jak ktoś zaoferuje Ci inną super posadę. Albo dostaniesz spadek po nieznanym wujku z Ameryki. Lub też wygrasz milion w setkach w totolotka. Ciągle wierzysz, że przyjedzie książę na białym koniu (może Porsche?) by wyrwać Cię z tego bagna. Czekasz na tę jedną chwilę? Serce jak szalone bije? Ale ciągle odkładasz ten moment na potem. Wyglądasz go, ale bardzo ostrożnie tak, żeby za bardzo się nie wychylić. Tylko na pół gwizdka. Co by bezpieczne gniazdko (chujowe ale stabilne) się jeszcze nie rozpadło.

 

Nie ma czegoś takiego jak idealny moment

 

Ulubione wymówki.

„Mam czas. Poczekam. Jeszcze nie teraz. Musze jeszcze zrobić coś innego. Później. Od jutra. Za tydzień. Na razie nie. Może kiedyś. Idealny moment jeszcze nie nadszedł.”

 

Nie ma czegoś takiego jak idealny moment. Idealny moment nie istnieje. Idealny moment tworzymy my sami.

 

Po prostu. Róbmy coś od razu, jak tylko to postanowimy. Wiecie jak długo nosiłam się z myślą o operacji? Za długo. Mogłam się zoperować już dekadę temu. Ale odsuwałam tę myśl jak najdalej od siebie. Nie wiem na co czekałam. Chyba na cud, że pewnego dnia obudzę się z pięknym nie-progenicznym profilem bez operacji. Że będę gryzła wszystko jak leci bez bólu. Ale tak się nie stało. Ani pięć lat temu, ani rok temu, ani nawet wczoraj. Żyłam sobie tak z myślą, że kiedyś ta operacja pewnie mnie czeka. Z myślą, zakopaną tam gdzieś głęboko w środku. Wiedziałam, że kiedyś zacznę. Wiedziałam to od samego początku. Po prostu czekałam na idealny moment. Myślałam, że będę miała więcej czasu (wtf?), że będzie mnie stać na tą operację, że aura będzie bardziej sprzyjająca. No i co? I jajco. Straciłam kupę czasu na myśleniu o operacji i zmianie swojego życia. Czekaniu na idealny moment, który nigdy nie nadszedł. I nie nadejdzie, bo sama go stworzyłam.

 

Mój moment

W pewien zwykły, najzwyczajniejszy dzień na świecie, poszłam sobie do dentysty, bo bolała mnie szóstka. Myślałam, że coś się psuje pod starą plombą. I ta wspaniała, młoda dentystka uświadomiła mnie, tak po prostu ze stoickim spokojem, że ząb jest zdrowy. Tylko koszmarnie przeciążony. Dlatego boli przy gryzieniu. I że będzie bolał, przy takim ustawieniu zębów, przy tej wadzie. Spytała czemu się nie zoperuję? Przecież teraz to bardzo powszechne. Wypowiedziała te słowa z taką prostotą i taką pewnością, że nie potrafiłam jej na to nic sensownego odpowiedzieć. To był zwykły, najzwyczajniejszy dzień, jakich wiele w moim życiu. Ale ta kobieta sprawiła, że coś we mnie pękło. Wszystkie nagromadzone rozterki nt. mojej wady, mojego wyglądu, mojego zgryzu, moje zebrane rozczarowania i masa oczekiwań. To, co nagromadziło się we mnie przez lata, wybuchło. Wtedy też uczyniłam wielkie postanowienie i ten dzień stał się idealnym momentem na zmianę. Po prostu powiedziałam sobie dość, wzięłam sprawy w swoje ręce i przestałam się migać od tematu.

 

Nie ma czegoś takiego jak idealny moment

To co teraz?

Wszyscy Ci, którzy się wahają – to czy Wasz idealny moment nadejdzie prędzej czy później zależy tylko od Was. Z tym, że odkładanie wszystkiego na później może być zgubne. Trzeba mieć świadomość tego, że im jesteśmy starsi tym mamy więcej zobowiązań, więcej na głowie. Ale nie oznacza to, że jesteśmy skazani na niepowodzenie. Po prostu mamy więcej przeszkód i więcej powodów, żeby odwlekać nasz idealny moment. Nie mówiąc już o tym, że każdy z nas ma ograniczony czas pobytu na tym świecie.  Lata lecą, minuty płyną, ucieka godzina za godziną. Więc przeciąganie wszystkich planów, marzeń i całej reszty mniej przyjemnych rzeczy na idealny moment, jest mocno ryzykowne, bo ten Wasz moment, te Wasze pięć minut może nigdy nie nadejść.

Idąc za głosem Korteza <3 To dobry moment więc nie czekajmy.