Jak progenia uratowała mi życie?
Umysł

Jak progenia uratowała mi życie?

 

„Dziś dowiedziałam się, że jedyny sposób aby wyleczyć moją wadę, to operacja szczęki. Bardzo się boję. Nie wiem co robić. Pomóż mi.” Dziesiątki, setki, tysiące osób przeżywających to samo. Ten sam strach.

Rozumiem go. Przynajmniej częściowo. Czułam go kiedyś, jako nastolatka. Chociaż wtedy słowo „operacja” wydawało mi się kompletną abstrakcją. Czymś totalnie poza moim zasięgiem. Wizją oderwaną od rzeczywistości. Ortodontę spotkałam pierwszy raz w wieku 6 lat. Zmieniłam go na lepszego dwa lata później. Jako 13-latka wiedziałam już, że takie gęby jak moja się operuje. No ale założyliśmy aparat stały i heja!  – popłynęliśmy w stronę kamuflażu ortodontycznego „bo może wystarczy”. „Przecież nie jest chora, nie umiera, wygląda normalnie, pani dr to po co ta operacja?”. Byłam przerażona i żyłam złudzeniami, że to wszystko się jakoś samo magicznie naprawi (w sensie aparat i moje myślenie życzeniowe wystarczy).

 

Nie wystarczyło…

18-nastka i „won z tymi aparatami, retainerami i w ogóle to dziękuję do widzenia!”. Chciałam mieć już święty spokój. Ale nie na długo. Ta myśl cały czas kłębiła się gdzieś z tyłu mojej głowy. Odbijała się od czaszki i wracałą do czarnej dziury moich rozkmin. Jebany bumerang. Im bardziej ją odrzucałam, tym silniejsza wracała.

W końcu po wielu perturbacjach zapadła decyzja „chcę tego”. Mam 27 lat i zadecydowałam, ze zrobię to. Jestem gotowa. Już się nie boję. Już mnie to nie przeraża. Wszystko rusza lawinowo. Różne rzeczy dzieją się wokół, ale nie odwodzi mnie to od mojego celu. Jestem uparta i zdeterminowana.

Na koniec 2k18 moje życie zaczyna sypać się okrutnie. Rok 2019 rozwala je w drobny mak. Jedyna stała, która trzyma mnie w pionie, to operacja. Będzie już zaraz, już za chwilę, za momencik. “Edyta wytrzymasz. Dasz radę!”. Skupiam się na przygotowaniach do operacji dwuszczękowej, potem na rekonwalescencji. Dałam radę to przetrwać. Zdaję sobie sprawę jaka jestem silna. Coś we mnie pęka. Moje myślenie zaczyna się zmieniać. W międzyczasie wyjmuję płytki. Nie chcę już tak żyć. Mam dość. Dosyć tej huśtawki i zszarganych nerwów. Kończę tę maskaradę.

Rok 2020 przynosi mi ukojenie, choć być może trudno w to uwierzyć. Wszystko się zmienia. A przede wszystkim ja. Pracuję nad sobą, aby stać się kimś nowym. W pełni sobą, niezależną od nikogo.

 

Jak progenia uratowała mi życie?

Wadliwcu, czytając to, być może pomyślisz, że to progenia tak bardzo zniszczyła mi życie. Że wada szczęki omal mnie nie zabiła. Nic bardziej mylnego. Ona uratowała mi życie. Naprawdę jestem wdzięczna, ze miałam tę wadę. Jestem wdzięczna za moją progenię. I jestem wdzięczna sobie, ze zdecydowałam się z tym coś zrobić. Nie wierzę w zbiegi okoliczności. Zadecydowanie o operacyjnym usunięciu wady szczęki i poczynienie kroków w tym kierunku, paradoksalnie, uchroniło mnie przed jeszcze jedną ogromną głupotą, która mogłaby nastąpić i byłaby moim gwoździem do trumny.

Przez cały rok widziałam tylko dwie opcje: rozwieść się albo skończyć ze sobą. Wizja operacji była czymś, co pozwoliło mi przetrwać bardzo trudny czas. Powiem wprost – operacja była czymś co mnie trzymało przy życiu. Ja czułam cała sobą, ze później będę innym człowiekiem. Że wiele w moim życiu się zmieni. A operacja szczęki to będzie tylko początek. I jestem wdzięczna, ze mi się to udało. Odkryłam w sobie odwagę do zmian. Mam chęci i siłę do zmiany swojego życia.

Czy pomyślałeś kiedyś, ze można być wdzięcznym za swoją wadę? Ja też nie. Ale dziś po prostu to wiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *