fbpx
Aparat

Od Annasza do Kajfasza – czyli jak trafiłam do chirurga.

 

Droga do chirurga nie zawsze jest łatwa. Tym bardziej, gdy nie wiesz, że potrzebujesz takiej wizyty. Nie zawsze wygląda to tak: problemy z zębami–>wizyta u ortodonty–>wizyta u chirurga.

Dziś Wam przybliżę, jak bardzo zawiła była moja historia.

Dawno, dawno temu, przed siedmioma aparatami i wielkimi mękami, miałam zrobiony kamuflaż, o którym pisałam tu.

Jednak nadszedł taki dzień, że absolutnie przestał mi wystarczać. Za radą miłej dentystki (jak przebiegało spotkanie, które zmotywowało mnie do operacji możecie przeczytać tu) udałam się do ortodonty. Jedynego, jakiego znałam jeszcze z moich dziecięcych lat. Aparatu na zębach, w tamtym momencie, nie miałam już od 9 lat.

 

Pan Ortodonta nr 1

Przyjechałam na wizytę. Powiedziałam o co chodzi, że chyba mam wadę operacyjną i chciałabym się zoperować. I zapytałam go, co mam dalej czynić? Pan po dokładnym sprawdzeniu mojej historii leczenia, stwierdził, że być może jestem już gotowa do operacji, z takim ułożeniem zębów jakie jest. I że mam pojechać do poradni chirurgicznej spytać. Wymienił przelotem dwa miasta z takimi poradniami.

Wtedy nie wiedziałam, że rzucił mnie lwom na pożarcie.

 

Internet

Wyszukałam w nim poradnie chirurgi szczękowo-twarzowej wymienione przez Pana Ortodontę z punktu pierwszego. Wybrałam Olsztyn. Zadzwoniłam do rejestracji, dowiedziałam się, że potrzebuję skierowania od lekarza rodzinnego. I wtedy mogę się zapisać na wizytę.

 

Lekarz POZ

Poszłam do lekarza rodzinnego, załatwiłam skierowanie. Na szczęście to było najłatwiejsze zadanie z całej tej historii, ponieważ mam super lekarkę. Zapisałam się na wizytę w poradni.

 

Poradnia chirurgi-szczękowej

Przyjechałam do poradni szczękowej. Bez niczego. Bez żadnych dokumentów. Bo nic nie miałam. W poczekalni spędziłam 4 godziny. Spotkałam dziewczynę z bardzo podobną wadą jak moja. Powiedziała mi u kogo się leczy. Pierwszy raz zdobyłam jakieś wartościowe informacje. W końcu weszłam do gabinetu. Opowiadam, że przysłał mnie ortodonta, bo chyba moje zęby są gotowe do operacji, takie jakie są. Osoby w gabinecie (lekarze, pielęgniarki, asystenci) spojrzeli na mnie jak na wariatkę. Główny lekarz zaprosił mnie na fotel. Zerknął w moją paszczę i powiedział, że najpierw muszę znaleźć ortodontę (w tym momencie asystent wymienił jakieś nazwisko), który mnie jednak przygotuje do operacji. I następnym razem zabrać ze sobą pełną dokumentację. Poczułam się jak ostatnia idiotka. Wybiegłam stamtąd ze łzami w oczach i zamknęłam się w kiblu.

 

Znów internet

Znowu rozpoczęłam grzebanie w internecie. Szukałam nazwiska wymienionego przez asystenta. Udało się, znalazłam. Zadzwoniłam, powiedziałam o co chodzi i zapisałam się na wizytę.

 

 

 

Pani Ortodontka nr 2. Gabinet w Olsztynie

Przyjeżdżam na pierwszą wizytę. W poczekalni spędzam dwie godziny. Pytam ludzi czy tam jest zawsze takie opóźnienie. Twierdzą, że tak. Wchodzę do gabinetu. Opowiadam Pani Orto swoją historię. Pani najpierw próbuje odwieźć mnie od myśli o operacji. Pięćset razy wypytuje mnie czy jestem pewna, bo to poważny zabieg. I że może jednak chce kamuflaż znowu. W końcu udaje mi się ją przekonać, że jestem zdecydowana. Robią mi zdjęcia cefalometryczne i pantomograficzne. Pobierają wyciski. Mam się zgłosić za dwa tygodnie po plan leczenia. W międzyczasie umawiam się na ponowną wizytę w poradni, tym razem u ordynatorki.

Dzwonie po dwóch tygodniach czy mogę już odebrać plan, jednak Pani Orto odmawia, bo jeszcze nie jest gotowy. Mam dzwonić i się przypominać. Więc dzwonie co drugi dzień. W końcu zaczynają traktować mnie jak intruza. Zdenerwowana informuję, że dokumentację odbierze moja siostra (mieszka w tym mieście), bo potrzebna jest mi na wizytę w poradni. Zdziwiona ortodontka twierdzi, że moje dokumenty odebrał już mój chłopak (chociaż ja nawet nie miałam chłopaka haha).

…!…

Po miesiącu(!) w końcu dostaję informacje, że moje dokumenty się znalazły! Były w innym gabinecie. W innym mieście. Po tym incydencie jestem już pewna na 100%, że nie chce mieć nic wspólnego z tą ortodontką i tym gabinetem. Na spotkanie w poradni nie idę. Zaczynam wątpić w sens leczenia.

 

Pan Ortodonta nr 3

Postanawiam udać się do Pana Ortodonty nr 3 (ze znajomego gabinetu), z którym nigdy nie miałam styczności. Na moje szczęście Pan okazuje się najbardziej kompetentną osobą, jaką do tej pory na swej ortodontycznej drodze spotkałam. Poleca mi chirurga. Mówi, że konieczne będzie przygotowanie do operacji. Kontaktuje się z tym chirurgiem, żeby skonsultować mój przypadek. Potem jednak okazuje się, że ten ortodonta nie będzie mógł prowadzić mnie do operacji (ze względów rodzinnych). Poleca mi swoją koleżankę z roku. Mówi, że jest świetna i cały czas współpracuje z poleconym chirurgiem.

 

Pani Ortodontka nr 4. Białystok

Pani Ortodontka wysłuchała mojej motywacji, przyjęła dokumentację. Potwierdziła, że moja wada jest typowo operacyjna. Zgodziła się przygotować mnie do operacji. Przygotowała swój plan leczenia (w dwa tygodnie). Pomogła wcisnąć się na wizytę do chirurga (kolejki mimo wizyt prywatnych).

 

 

 

Spotkanie z chirurgiem

Pierwsze spotkanie z chirurgiem opisywałam tu. Była to podwójna konsultacja (moja orto była obecna). Od razu dostałam termin na poszerzenie szczęki i na kortykotomię z agumentacją. Widać było dobrą współpracę pomiędzy chirurgiem, a orto. W końcu odetchnęłam z ulgą, że jestem w dobrych rękach.

 

Wniosek

Na podstawie moich doświadczeń mogę stwierdzić, że bardzo istotne jest to, na jakiego ortodontę traficie po raz pierwszy. Czy pokieruje was dobrze, czy gorzej. Czy w ogóle będzie chciał współpracować. Jak się okazuje, to wcale nie jest takie proste. Jest wielu lekarzy, którzy nie są doinformowani. A skoro oni nie są, to na jakiej podstawie my mamy być?