fbpx
Aparat

Kamuflaż – czyli złego początki

Początek

W wieku 9 lat trafiłam do drugiego ortodonty. Precyzując była to Pani Ortodontka, która przerażona moimi wcześniejszymi doświadczeniami z maską twarzową, zapowiedziała leczenie aparatami – na początku (gdy miałam jeszcze mleczaki) ruchomymi, a w późniejszym wieku stałymi.

Mając lat 13 założono mi aparaty stałe, które nosiłam 3 lata. Zdjęłam je wakacje przed liceum. Pamiętam jaka byłam szczęśliwa, że zacznę nowy etap – bez żelastwa. Jaka ja byłam naiwna! Dostałam ponownie aparat ruchomy, który miał utrzymać zęby w ryzach po leczeniu aparatem stałym. Szczerze powiem, że migałam się od noszenia jak tylko mogłam. Koniec końców w wieku 18 lat podklejono mi drucik, zwany “retainerem” i tyle. Wpadałam raz na pół roku na kontrolę jak to wygląda, czy zęby “trzymają” pozycję. Szybko okazało się, że zaczęły żyć swoim życiem, a kamuflaż nie jest do końca udany. Trudno. Miałam już wszystkiego serdecznie dość i chciałam tylko świętego spokoju, i życia bez “żelastwa”.

 

Dlaczego taka decyzja?

Jakoś w trakcie noszenia aparatów stałych, lub może nawet wcześniej, Pani Orto powiedziała moim rodzicom, że moja wada jest bardzo skomplikowana i poważna. I że są dwie drogi “leczenia”. Operacja albo kamuflaż. Oczywiście naturalnym (wtedy) wyborem był kamuflaż. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że operacja odpada, bo to poważny zabieg i trzeba jechać do Warszawy, bo tam najbliżej takie rzeczy robią. Orto powiedziała, że zrobi co może, żebym wyglądała dobrze. Taką drogę wybraliśmy i jestem jej wdzięczna za to czego dokonała. Na każdej wizycie wspominała, że mimo wady, bardzo ładna ze mnie dziewczyna. Taki ze mnie ewenement 😉

 

Kamuflaż

Dziś opowiem Wam czym w ogóle jest tzw. “kamuflaż” i dlaczego teraz wiem, że wtedy nie był moim najlepszym wyborem.

Najprościej rzecz ujmując jest to “maskowanie” wady. To takie ustawienie zębów, żeby wadę było widać jak najmniej. Niestety niesie za sobą przykre skutki (tak jak to było w moim przypadku).

 

Na kamuflaż składa się kilka etapów.

Pierwszy to wyrywanie zdrowych zębów.

To powinien być dla Was sygnał ostrzegawczy. Jeśli ortodonta mówi, że on Wam pięknie ustawi zgryz, tylko musi wyrwać dwie piątki, to uciekajcie gdzie pieprz rośnie, albo skonsultujcie się z dwoma innymi specjalistami. Już wtedy wiadomo, że chce Wam zrobić kamuflaż. Istnieją przypadki gdy ortodonta nie mówi o swoich planach dla pacjenta i nie informuje go, że być może nadaje się do leczenia operacyjnego. Zamiast tego z automatu przygotowuje go do kamuflażu.

 

Wyrywanie zdrowych zębów – czy to konieczne?

Ortodonci najczęściej chcą wyrywać zdrowe zęby, żeby zrobić miejsce w łuku zębowym (dolnym lub górnym). Jednak jest to pójście po najmniejszej linii oporu. Jeśli macie duże stłoczenia zębów i za wąską szczękę (>=5mm) to istnieje inna możliwość poszerzenia – a mianowicie dystrakcja. Ale informacje na ten temat podam w innym wpisie. Wracając do kamuflażu – załóżmy, że wiecie co ortodonta planuje i wyżarcie na to zgodę. Tak jak ja (albo moi rodzice za mnie) wiele lat temu. Wtedy zostały mi wyrwane dwie zdrowe, dolne 4. Standardowe zagranie przy kamuflażu progenii.

Mając zrobione miejsce na zęby, ortodonta zakłada Wam aparat stały, na górę i na dół. W przypadku maskowania progenii górne zęby są wychylane na zewnątrz, natomiast dolne są “chowane” do wewnątrz. To wygląda trochę tak jakby te zęby się “kładły”.  W praktyce zęby są bardzo mocno pochylone pod nienaturalnym (dla nich) kątem. Z boku wygląda to lepiej. Ale niesie za sobą zdrowotne konsekwencje.

 

 

Kamuflaż - czyli złego początki

 

 

Narysowałam Wam to, żeby trochę lepiej zobrazować zasadę działania kamuflażu u progeników. Od lewej: zęby prawidłowe (górne przed dolnymi), kolejno zęby progenika (dolne przed górnymi), wychylanie górnych zębów do zewnątrz i pochylanie dolnych do wewnątrz, etap końcowy kamuflażu – zęby stykają się/maja minimalny kontakt. Co ważne – zęby nie zmieniają swojego miejsca tylko kąt pod jakim są wychylane.

 

 

Kamuflaż - czyli złego początki

 

 

Gdy zęby są już “ładnie” ustawione i odpowiednio wychylone, orto zdejmuje aparat i podkleja drucik od wewnętrznej linii zębów. Ma to zapobiec ich przemieszczaniu i odchylaniu do poprzedniej pozycji. Czasem także skleja zęby “blokadami”, żeby się nie rozjeżdżały. Ja miałam taki drucik na górze i nosiłam go 9 lat, póki się nie zdecydowałam na ponowne założenie aparatu (tym razem do operacji). Blokady natomiast miałam na trójkach i piątkach, żeby nie “otworzyła się” dziura po wyrwanych czwórkach. W praktyce jedna blokada wypadła mi po roku, a drugą musiałam zdjąć razem z drucikiem.

 

Mam kamuflaż i co dalej?

Mój kamuflaż “wytrzymał” kilka lat. Potem zgryz zaczął się otwierać, zęby przestały się stykać (chociaż wcześniej i tak stykały się na “słowo honoru”), i temat mojej wady znów zaczął mnie nawiedzać… Do tego doszły niezbyt przyjemne skutki kamuflażu, który tak naprawdę przecież nie uleczył mojej wady, a jedynie trochę ją ukrył. A więc dolegliwości progenika, dalej były moimi dolegliwościami.

Coś na co muszę zwrócić Waszą uwagę to recesje dziąseł, recesje korzeni, zanik kości i wypadanie zębów. To wszystko, a nawet więcej, grozi progenikowi. U mnie wystąpiły recesje dziąseł. Przeszłam pokrywanie recesji i przeszczepy. Moje siekacze mają skrócone korzenie. Bałam się gdy moja aktualna orto zastanawiała się czy nie mam zaniku kości. A wszystko to przez brak nacisku przy zagryzaniu zębów. Zęby nie pracują tak jak powinny np. przy gryzieniu, bo nie mają kontaktu ze sobą przy tej wadzie.

Teraz gdy przygotowuję się do operacji dwuszczękowej i jestem na etapie dekompensacji wady (“odkamuflowania” i pogłębienia) istniało ryzyko, że zęby mi powypadają, ponieważ bardzo mocno trzeba  je wychylić. A skrócone korzenie i słabe “zakotwiczenie” tych siekaczy nie ułatwiały sprawy. Na szczęście z pomocą przyszła kortykotomia.

Także zastanówcie się pięć razy (najlepiej też skonsultujcie się z kilkoma specjalistami) – czy przy dużej wadzie jest sens robienia kamuflażu? Moim zdaniem nie. Przy małych wadach nie kwestionuję tego rozwiązania, ponieważ operacja również może nieść za sobą przykre konsekwencje. Czasami nie jest to gra warta świeczki, jednak każdy przypadek należy rozważyć osobno. Gdy odwiedziłam kiedyś swoją “starą” orto powiedziała, że teraz jej synowie (którzy przejęli po niej biznes) takich wad, jak moja, już nie kamuflują, tylko od razu wysyłają na operację. Ot i idealne podsumowanie mojego kamuflażu.