fbpx
Kiedy narodziłam się po raz drugi - Moja operacja
Operacja

Kiedy narodziłam się po raz drugi – Moja operacja

 

Ciemność. Nicość. Pustka. Właśnie to czujesz podczas operacji. NIC. Cały strach, który nosisz w sobie, ulatuje w mgnieniu oka. Gaśnie światło, a potem jest Ci wszystko jedno… Nadciąga moja operacja.

 

Kiedy narodziłam się po raz drugi –
Moja operacja

Przyjęcie do szpitala (poniedziałek) przebiegło dosyć niestandardowo. Gdy zgłosiłam się na Izbę Przyjęć, Pani w okienku odmówiła mi wydania opaski i kazała iść bezpośrednio na oddział “bo jest jakiś problem”. Skoczyło mi ciśnienie, już czułam, że spadnie mi termin. Na oddziale pielęgniarki, słysząc o co chodzi, zrobiły wielkie oczy i spytały “nikt do Pani nie zadzwonił?!”. Zaprzeczyłam machając głową, więc kazały mi poczekać, obok w poradni, na lekarza. No więc doczłapałam się tam i upadłam bezsilnie na krzesełko. Myślałam o najgorszym, czekałam na słowa “Pani operacja została odwołana”. Zaczęłam układać plan działania, jak odkręcać zastępstwo w pracy, czy brać urlop, co robić?! Po chwili zjawiła się (znajoma już) pielęgniarka i z uśmiechem obwieściła, że to nie mój zabieg został odwołany. Kamień spadł mi z serca. Jednak miałam świadomość, że moje szczęście okazało się pechem dla kogoś innego.

 

Powrót

Wróciłam na Izbę Przyjęć, tym razem wszystko przebiegło pomyślnie. Dostałam opaskę, przebrałam się w dresiwo i ruszyłam na podbój oddziału. Sala dwuosobowa, łazienka w korytarzu na dwa pokoje. Pierwsza myśl? Łeee w zeszłym roku było lepiej (pokój ze swoją łazienką). No ale trudno, rozkładam w szafce swoje graty, pakuję się do wyrka, by zaraz wyjść z niego na badania.

Standardowy wywiad pielęgniarski. Dane osobowe, wywiad chorobowy, mierzenie ciśnienia, pobranie krwi. Jak wiecie, to ostatnie to moja ulubiona czynność (poczytajcie tu). Poinformowana o tym pielęgniarka postanawia pokłóć mi łapy na leżąco, na moim wyrku. Czuję się dziwnie ale jestem jej za to wdzięczna. Oczywiście muszę się nasłuchać, że mam pozapadane żyły. Odpowiadam, że miałam przyjść na czczo, więc nic nie piłam. Nawet wody. Babka łapie się za głowę i mówi, że wodę można pić. Dziwne. Kiedyś dostałam odwrotną informację i opienicz. Za picie wody. Widocznie co człowiek to obyczaj.

 

 

Kiedy narodziłam się po raz drugi - Moja operacja

 

 

 

Czekanie

Potem mam kilka godzin wolnego, więc zwiedzam oddział. Łażę po schodach, w górę i w dół. Zaglądam w każdy kąt, wyglądam przez każde okno. Nudzę się. Potem odwiedza mnie Pani anestezjolog. Standardowy wywiad lekarski. Pyta jak reaguję na narkozę. Odpowiadam, że dosyć kiepsko (a w myślach dodaję, że wręcz chujowo). Jednym słowem rzygam jak kot, a moją głowę rozrywa migrena. Babka stwierdza, że dadzą mi więcej leków przeciwwymiotnych. I tak wiem, że będę haftować, ale nic już nie mówię. Gdy wychodzi, uświadamiam sobie, że zapomniałam poprosić o leki nasenne. No przecież się stresuję, nie? Trudno. Wieczorem siedzę na kompie, myję się, siostra zaplata mi “bojowe” warkocze. Idę spać o 22. Śpię jak zabita do 6, gdy przychodzi pielęgniarka i budzi mnie, bo czas na pomiar ciśnienia. Kocham szpitale.

 

Dzień zero

Wtorek. Wstaję. Ogarniam się. Znowu się myję. Szoruję zęby z 10 minut (kto wie kiedy będzie następny raz). Jest ósma. Na obchodzie ordynatorka raczy mnie poczęstować, aż jednym, wybitnie miłym zdaniem “Pani czeka”. Luz i tak nie mam nic innego do roboty. Simsy nie uciekną.

Cały dzień czekam, aż zabiorą mnie na salę operacyjną. Przede mną operują jakiegoś staruszka, który całą noc krzyczał z bólu. Szkoda mi tego dziadka, ale bardziej szkoda mi jego rodziny. Z opowiadań pielęgniarek wnioskuję, że dziadek żyje jedynie rodzince na złość. Co za hard ducha.

Z nudów przebieram się w zielony kubraczek (wiązanie z tyłu). Na salę wybieram się w gaciach, albowiem dostałam okres. Jak zawsze mój wierny kompan towarzyszy mi w trudnych życiowo chwilach. Chyba myśli, że z nim będzie mi łatwiej. Albo moja macica po prostu mnie nie lubi. Pewnie dlatego, że jestem bezdzietną lambardziarą.

 

Czas na mnie

Dochodzi godzina 15. Godzina miłosierdzia. W końcu chirurdzy się nade mną litują i pielęgniarka wraz z moim mężem wiozą mnie na salę operacyjną. Ja w tym czasie leżę naćpana na łóżku “tymczasowym”. Pół godziny wcześniej dostałam Głupiego Jasia w piksach. Niezły odlot.

Jestem na sali operacyjnej. Wokół pełno ludzi. Chirurdzy się myją. Nie widzę “swojego” doktora, ale w oddali słyszę jego głos. Jest mi strasznie zimno, trzęsę się. Pielęgniarka podejmuje próbę wbicia wenflonu. Znów słyszę tekst o pozapadanych żyłach. Ale udaje się, nawet tak mocno nie boli. Za moją głową staje jakiś facet i głośno żartuje. To na bank anestezjolog. W ręku trzyma jakąś rurkę. Ale nie zdążę zarejestrować nic więcej, bo moją żyłą płynie już usypiająca ciecz i nawet nie wiem, w którym momencie urywa mi się film…

 

 

 

Kiedy narodziłam się po raz drugi - Moja operacja

 

 

Nicość

Jest ciemno. Cicho. Jestem w nicości. W sumie to nawet nie jestem, bo nie mam świadomości. Poprzednim razem widziałam chociaż kolorowe szlaczki przed oczami. Tym razem nie widzę nic. Nie czuję nic. Po prostu mnie nie ma…

Budzę się? Nawet nie wiem kiedy. Nie wiem co się dzieje. Nie wiem kiedy znajduję się w swoim łóżku. Jestem otumaniona. Mam na wszystko wywalone. Gdzieś z tyłu kołacze mi się myśl, że miałam zrobić sobie zdjęcie po przebudzeniu, póki nie jestem spuchnięta ale totalnie mam to w dupie. Na szczęście mąż robi je za mnie (wymusiłam wcześniej na nim, że ma mi robić fotki cały czas). Jest mi strasznie zimno. Trzęsie mi się nowa szczęka. Trzęsie mi się wszystko. Mąż okrywa mnie świnkokocykiem. Odpływam…

Budzę się po dłuższej chwili (godzina? dwie?). Krew z nosa leje się prawie ciurkiem. Zaczynam rzygać krwią. I tak jest już do rana. W przerwach oglądam swoją twarz w lusterku. Nie mogę się nadziwić. Walczę z rzyganiem, jednak odruch wymiotny jest silniejszy. Nad ranem nie mam już czym wymiotować. Żołądek się uspokaja.

Zaczyna się środa. Trwa pierwsza dobra po zabiegu. Cieszę się, że żyję. Cieszę się, że przestałam w końcu wymiotować.

Jednak najgorsze dopiero przede mną.