Kim jest Twój hejter?
Umysł

Kim jest Twój hejter?

 

Jestem w Internetach nie od dziś (i nie od wczoraj), więc zdążyłam się już spotkać nie raz (i niestety nie dwa) z bardzo nieprzyjemnym zjawiskiem, jakim jest HEJT. Nie to, żeby zaraz hejt w życiu realnym był czymś przyjemnym, bo nie jest(!), ale znacznie częściej zdarza mi się otrzymywać chamskie komentarze właśnie w Internecie. Dlaczego? Może dlatego, że zdecydowanie więcej udzielam się w necie, niż występuję publicznie (czyli wcale). Poza tym dużo łatwiej jest wypluć z siebie porcyjkę jadu klepiąc w klawiaturę (niż w twarz). Obowiązkowy jest też dziwny awatar na profilowym. Ofkors!

 

Gdybym był hejterem…

W życiu „przed Internetem” doświadczałam hejtu każdego dnia. Może nawet to nie był hejt, tylko „zwyczajne” gnębienie. Podstawówkę wspominam jako koszmar. Co najlepsze, wtedy nie chodziło o wygląd (a przynajmniej nie o wadę szczęki, bo jeszcze nic na tyle nie było widać). Wystarczyło tyle, że byłam inna i chciałam się uczyć. Bardzo mocno odbiło się to na moim zdrowiu (wtedy w moim życiu pojawiła się łuszczyca) ale dziś kompletnie nie będę rozwijać dalej tego tematu.

Później nie było lepiej, ale tu ludzie przypieprzali się już głownie do mojego wyglądu. Nawet na studiach nie uniknęłam potyczek słownych z debilami rodem z podstawówki. A wydawałoby się, że powinni być tam całkiem dorośli ludzie! Dobra wybaczcie. Przecież wiem, że wiek w metryczce totalnie nie ma nic wspólnego z tym, co człowiek ma w głowie. Chociaż czasem jeszcze się łudzę, że mając te „dzieścia” lat powinien już sobą coś reprezentować. A on?

 

Reprezentuje biedę. Biedę umysłową.

Ale wracając do hejterów. Mówi się, że hejt to „mowa nienawiści”. W sumie jestem w stanie ogarnąć dlaczego. Bo nigdy nie wynika z tego coś dobrego. Nie ma to pozytywnych skutków. Co więcej, może zniszczyć człowieka. Rozwalić jego wątpliwą samoocenę, pozbawić go chęci do życia. Może nawet doprowadzić do śmierci. Na pewno słyszeliście o nastolatkach, którzy zgnębieni odbierali sobie życie. I tylko mi tu teraz nie krzyczcie, że „to były jakieś mięczaki”. Ludzie są różni. Mniej i bardziej wrażliwi. I nikt nie ma prawa krzywdzić drugiego człowieka. Nawet słowem. Bo złe słowo, to też przemoc. Komu się to nie podoba – proszę wypad!

 

Kim jest Twój hejter?

Skoro ludzie są różni, to i hejterzy muszą się dzielić na „kategorie” spierdolenia umysłowego. Tak, jestem dziś bardzo wulgarna ale ciężko być spokojnym, gdy się wie, ile krzywdy na co dzień wyrządzają hejterzy. Znam Wasze historie, którymi dzielicie się ze mną na privie. Mam też oczy i uszy z których umiem korzystać. I w końcu, jednak jakoś przeżyłam 30 lat na tym świecie. To chyba już coś tam o tym życiu wiem.

 

1. Nie znam się ale się wypowiem

Co z tego, że masz wiedzę i wykształcenie/doświadczenie w temacie w którym działasz/publikujesz. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie „nieprawda! Bo ja SŁYSZAŁEM, że…” i tu następuje cała tyrada. On po prostu WIE WSZYSTKO. Bo usłyszał coś, gdzieś, u kogoś i na nic Twoja cała edukacja, bo jego zdaniem pieprzysz głupoty. Tu nie ma merytorycznej dyskusji, bo człowiek ten nie potrafi otworzyć umysłu na szerokość większą niż rozstaw jego oczu. Cała wiedza świata mieści się w zakresie jego pola widzenia. Co jest poza – NIE ISTNIEJE.

 

2. Pan terapeuta/ filozof/ jasnowidz

Mój ulubiony typ. WIE LEPIEJ od Ciebie co masz w głowie. Co więcej – wie lepiej od Ciebie jakie miałaś/masz i będziesz mieć życie! Powie Ci, na co zasługujesz, a na co nie. Dlaczego jesteś taka, a nie inna. Po co Ci psycholog, po co Ci terapeuta? Masz jego. Swojego nadwornego hejtera, który już przeanalizował każdą Twoją myśl i zna Cię na wylot. Dlatego on może zadecydować czy twoja twórczość jest coś warta, czy to wszystko o kant dupy rozbić. Bo on po prostu wie lepiej. Przecież jest najmądrzejszy i zna się na wszystkim. Już dawno odkrył sens życia i stworzył podwaliny wszelkiej filozofii. Szkoda tylko, że marnuje taki wielki talent w ciemnym kącie swojego domu. Mógłby przecież być lamą z Familiady. Lub też uratować świat, wymyślając szczepionkę na covid-2030. W ostateczności mógłby chociaż numery do totolotka załatwić. Sknera.

 

3. Zwykły cham

Tutaj to nie ma co się nawet rozpisywać. Jego komentarz to same wulgaryzmy, okraszone błędami ortograficznymi typu „ty jeb*na suk*! zdehnj w kąncu!!1”. Tu już nawet dna i wodorostów nie ma. Tu został sam muł, który nie wie gdzie spierdolić.

 

4. Pan życia i śmierci

Hejter, który nigdy nie odniesie się merytorycznie do Twojej wypowiedzi. Bo nie ma wiedzy, żeby jakkolwiek dyskutować. On po prostu WYDA WYROK. To taki trochę bardziej pyskaty brat „Terapeuty”. Z tym że on skupi się jedynie na Twoim wyglądzie, bo myśli, że tym najbardziej Cię urazi. Że to Twój słaby punkt, bo przecież w końcu zoperowałeś sobie ryj, więc to MUSIAŁ być ogromny kompleks. Po ocenie Twojej gęby powie Ci, czy możesz żyć i się rozmnażać, czy masz jednak zaszyć się w ciemnej dziurze i dziękować losowi, że postanowił Cię oszczędzić, i pozwolił chociaż oddychać. A on, nędzarz, poczuje się dzięki temu lepiej.

 

5. Ciocia dobra rada

Zdecydowanie domena kobiet. One nie są złośliwe. Nie są też zazdrosne. Oj nie! One po prostu się o Ciebie troszczą. „Ojojoj jaki mądry ten filmik, jaka miła Pani prowadząca, ale zdecydowanie KOCHANA nie pasuje Ci ta czerwona szminka (w aparacie? fuj! to nie wypada!). Może różowa będzie lepsza? 🙂 Taka moja DOBRA rada! Sprawdź! :):*” Poczekaj, już biegnę… wziąć rozpęd, żeby walnąć głową w ścianę… Nie ma czegoś takiego jak NIEPROSZONA DOBRA RADA. Dobra=/=Nieproszona. Jak potrzebuję rady, to o nią proszę. Nie proszę? To mi jej nie udzielaj. Bo jej najzwyczajniej nie potrzebuję.

 

6. Konstruktywny krytyk

To jest mix typów: „Terapeuty” i „Cioci dobrej rady”. Różnica jest taka, że z tym typem niby możesz na początku porozmawiać. Zgrywa się na znawcę tematu, argumentując, że pracuje w tym i tym zawodzie, ma takie i takie wykształcenie/doświadczenie. Wytknie Ci dokładnie gdzie jego zdaniem popełniłeś błędy. Co POWINIENIEŚ napisać/zrobić. Ale żeby przełamać tę gorycz, doda na końcu, że całkiem świetnie Ci idzie i rób tak dalej. Mała uwaga – jeśli czujesz słodko-gorzki posmak, po jego wypowiedzi i przestajesz się czuć pewnie w tym co robisz, to znaczy, że osiągnął swój cel. Chciał Cię zbić z pantałyku. Jeśli nie prosiłeś go o radę (a nie prosiłeś, prawda?) to po prostu olej to ciepłym moczem i rób dalej swoje.

 

7. Jajcarz

Pisze jakieś głupoty, żeby zwrócić na siebie Twoją uwagę. Potem gdy okazuje się, że jego żarty wcale nie są „takie śmieszne” jak mu się wydawało, odwraca kota ogonem argumentując „że to dla beki”, „ja Ci tak tylko pomagam” i „Ty wcale nie masz poczucia humoru”. Halko, ja nie potrzebuję takiej pomocy. Sama świetnie sobie radzę. Bez Ciebie i Twoich głupich żartów mam się nawet lepiej. A z poczuciem humoru jest jak z gustem – każdy ma swój, i to nie Tobie oceniać czyj jest lepszy. Mój jest po prostu INNY.

 

8. Gimbus

Jego punktem charakterystycznym jest WIEK. Zazwyczaj to dzieciak w podstawówce, spędzający czas przed kompem bez jakiejkolwiek kontroli rodziców. Szukający przede wszystkim rozrywki i przy okazji próbujący zdobyć uznanie wśród rówieśników (to co kiedyś działo się na podwórkach przeniosło się teraz na media społecznościowe). Jego atrybutami są bezmyślne komentarze, zawierające słowa aktualnie modne w słowniku młodzieżowym. Niestety nie przytoczę żadnego, bo jako dinozaur, już dawno wypadłam ze slangowego obiegu. LOL.

 

Co się kryje za łatką hejtera?

Nędza. Zwykła nędza. Hejter to człowiek (chociaż bliżej mu do parapetu), który ma problem sam ze sobą. Jego samoocena jest tak niska, a kompleksy tak ogromne, że jedyny sposób w jaki może poprawić sobie humor, to „wyżyć się” na Tobie. Albo na mnie. Na kimkolwiek z  zewnątrz. Po co szukać problemu w sobie? Nie daj Boże jeszcze uda się go znaleźć i co wtedy?!

I nie chodzi tu o to, żeby takiej osobie przyklaskiwać. Udawać, że problemu nie ma. NIE! To nie jest dobre! Hejt należy zwalczać. Ale nie bronią hejtera, bo wdając się z pyskówki z nim nic nie uzyskamy. On będzie zadowolony, bo się trochę wyżyje. Poczuje się ważny, bo ktoś na niego zwrócił uwagę. Poczuje się mądry, bo Ty zaczynasz się bronić, tak jak gdyby on miał rację.

 

Broń na hejtera

Skutecznym lekarstwem na hejtera jest BLOKADA. „No siema! przyszedłem tu siać zamęt i chamst…” BAN! Nie potrzebujesz u siebie  ludzi, którzy będą Ci psuli humor na dzień dobry. Ty masz się czuć komfortowo w swoim miejscu, które tworzysz.

Jakby Ci przylazł cham do domu, naniósł błota, zaczął jeść Twoje jedzenie i jeszcze komentować, że jest chujowo zrobione, a Ty wyglądasz paskudnie i w ogóle co to za fryzura, na niczym się nie znasz i jakim prawem w ogóle żyjesz, to po prostu go WYPIERDOL. Zwyczajnie wyproś go za drzwi. Nie masz obowiązku bycia wiecznie miłym i uległym. Szczególnie dla ludzi, którzy nie są dla Ciebie dobrzy. No chyba, że naczelnym hejterem w Twoim życiu jest teściowa. Wtedy Twoja sytuacja życiowa przypomina cyrk rodem z kabaretu, a Ty masz tam zapewnioną rolę błazna. Chcesz w tej roli występować do końca życia (jej lub swojego)? Opowiedz sobie na to sam/a.

 

Skąd się biorą hejterzy?

Budowanie swojego Ego cudzym kosztem, to domena ludzi słabych. To nawet nie jest pójście na łatwiznę, to brak charakteru. Człowiek zadowolony z siebie, nigdy nie będzie się dowartościowywał kosztem drugiej osoby. Bo po co? On wie, że jedyna osoba do jakiej należy się porównywać, to on sam z przeszłości. Wtedy można realnie ocenić progres. Ale hejter tego nie kuma. On nie rozumie, po co robić coś ze sobą i ze swoim życiem, skoro można napsuć innym krwi w Internecie i żyć dalej. To jego szybki sposób na podniesienie sobie samooceny.

A już najbardziej na świecie, ale tak najbardziej najbardziej, demony hejtera podjudza to, gdy osoba którą on „zna” (z internetu lub realu) nie tylko zaczęła robić coś ze sobą ale też całkiem dobrze jej to wychodzi. Wtedy rodzi się BUNT. „Jak ona śmiała zrobić sobie ryj! To już nie jest ta sama dziewczyna! To jest ktoś OBCY, zupełnie INNY! I jeszcze ma czelność pisać o tym w Internecie!” I kurna bardzo dobrze!

 

Ludzie się zmieniają (wbrew pozorom). Z tą różnicą, że jedni rosną (nie tylko wszerz – chodzi o wzrost samoświadomości) i rozwijają się, a inni dalej grzebią tym samym patykiem w piaskownicy.

 

Hejter nie tylko nie pozyskał nowych narzędzi do budowy swojego zamku (typu grabki, łopatka i wiaderko), ale też skupił się na tym, by jak najszybciej rozwalić komuś jego budowlę. Czy to ma sens spytacie? Według mnie ani krzty.

Ale co ja tam o życiu wiem. Przecież jestem tylko randomową laską, która zrobiła sobie ryj, żeby lepiej żreć pizzę. A w ogóle to wcześniej (czyt. przed operacją) nikt mnie nie chciał. A jak chciał, to musiał być upośledzony umysłowo, zdesperowany i najpewniej sam miał jakieś dziwne wady w wyglądzie.

 

Hejterze, czego Ci brak?

Jak czytam te komentarze (czytam wszystkie i na każdy staram się odpisać, z szacunku do osób oglądających/czytających), to zastanawiam się, jak mocno ten człowiek musiał zostać skrzywdzony i jak bardzo sobie z tym nie radzi? Jak duże ma braki w sobie, by pisać w ten sposób (i myśleć, o zgrozo)?

Biedak jednak nie wie, że wylewając żółć na innych, nie załata swoich ran. Leczenie kompleksów cudzym kosztem jest szybką metodą lecz nieskuteczną. Poprawa samopoczucia jest chwilowa. Hejt stał się sposobem na nudę i tanią rozrywkę. Hejterem może być Twoja młodsza siostra, ukochany syn, cicha szwagierka, zabawny kumpel z pracy i Pani Krysia z mięsnego (która notabene zawsze kroi za grubo). Każdy, kto ma jakieś braki i szuka uwagi. Rozejrzyj się. Być może siedzisz przy jednym stole z hejterem. Spójrz w lusto. Może hejter zaczął wychodzić też z Ciebie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *