Jak spędzić ostatni dzień Twojego życia?
Umysł

Jak spędzić ostatni dzień Twojego życia?

 

Praca

Łyk ciepłej kawy o 6 rano stawia Cię na nogi. W pośpiechu ogarniasz się do pracy. Przez ułamek sekundy zastanawiasz się, jaki będzie dzisiejszy dzień. Albo się nie zastanawiasz, bo już po przebudzeniu wiesz, że beznadziejny. Kolejny słaby dzień w tym tygodniu. Następny nic nie znaczący dzień Twojego życia. Byle przetrwać te 8 godzin w robocie, a potem walnąć się na wyrku przed Netflixem. Byle do piątku. Aby do weekendu. I tak tydzień w tydzień. Miesiąc w miesiąc. Rok w rok. Wszak do emeryturki zostało Ci tylko jakieś 30 lat. Nieważne, że istnieje ogromne prawdopodobieństwo, ze jej w ogóle nie będzie. A prawie pewne jest to, że nie starczy Ci jej na zagraniczne wojaże, na które teraz nie masz czasu i hajsu. A potem jeszcze nie będziesz miał zdrowia. Nawet jeśli jeszcze je teraz masz, farciarzu.

 

Zdrowie

Za oknem szaro. Obiecałaś sobie (jakiś miesiąc temu), że zaczniesz biegać ale ciągle jest tysiąc ważniejszych rzeczy do zrobienia. A gdy zza chmur wyjrzy słońce, to Ty i tak znajdujesz setki nowych wymówek, dlaczego dziś tego nie zrobisz. Za ciemno i nie widać gdzie biegniesz, za jasno i jeszcze ktoś zobaczy jak biegniesz, bo nie masz dobrych butów, a bo miałaś ciężki dzień i nie masz siły. A to wyjątkowo układ gwiazd jest totalnie niesprzyjający. Znowu to nie jest TEN dzień. Po prostu. Potem wysiadają Ci plecy i już serio nie pobiegniesz, bo nie możesz. Choćbyś nie wiem jak bardzo chciała, za późno. Przespałaś swój moment księżniczko.

 

Miłość

Codziennie przed snem myślisz o tym samym gościu i o tym jak oboje koncertowo spieprzyliście sprawę. Czasem myślisz o nim także w środku dnia. Ale pierwsza się do niego nie odezwiesz, bo przecież masz swój pseudo honor. Jak to tak pisać pierwsza do Typa? Toż to wbrew zasadom we wszystkich poradnikach typu jak zdobyć faceta i być zołzą, nie sprzątać i pachnieć, żeby w końcu znalazł się jakiś desperat, który zechce oddać swoje serce w Twoje zimne ręce. W końcu piszesz jakiegoś durnego smsa po pijaku (wino, koleżanki i telefon to nie jest dobry układ). Jednak odpowiedź Typa Cię nie satysfakcjonuje. Za długo zwlekałaś. On nie czekał. Wasze statki odpłynęły w dwie różne strony. Pozamiatane koleżanko. Bierz grabki z piaskownicy, czas szukać nowej.

 

A teraz wyobraź sobie, że to był ostatni dzień Twojego życia.

 

Spędzony w nielubianej pracy. Nie zrobiłeś nic, żeby osiągnąć swój cel. Plany i marzenia? Odrzucone gdzieś w ciemny kąt. Ktoś, kogo chciałeś mieć obok? Nie istnieje. Ostatni dzień Twojego życia, był totalnie zwykłym dniem.

Powinnam tu napisać, ze to w chuj źle. Powinieneś to zmienić i zacząć chwytać każdy dzień, walczyć ze światem i robić zawrotną karierę. Być fit w każdej minucie i rozkochiwać w sobie tłumy jednym mrugnięciem oka.

 

Ale jebać to.

 

Czy to sprawi, że będziesz bardziej szczęśliwy? Nie. Czy gdybyś był świadomy tego, że ten dzień jest Twoim ostatnim, pojechałbyś do firmy, żeby wyrobić target i pozamykać deadline’y? Poszłabyś biegać, tak żeby czuć palące z bólu płuca i trzęsące się nogi po raz pierwszy i ostatni? Wisiałabyś pół dnia na słuchawce, próbując wyznać miłość Typowi, który tydzień po Twoim odejściu będzie flirtował z inną dziunią?

No fucking way! Chociaż może te bieganie, to nie taki zaraz głupi pomysł. Ale spokojnie, możesz znaleźć swój sposób na to by poczuć, że żyjesz. Nie musisz zaraz wypluwać sobie płuc. Dzierganie grubych swetrów też jest całkiem spoko, jeśli tylko sprawia Ci przyjemność. I jeśli to byłby Twój ostatni dzień, a Ty dziergałbyś swój ostatni sweter jak szalony, żeby tylko mieć go na sobie w chwili odejścia, to pełen szacunek. Jesteś w tym miejscu, do którego wielu nigdy nie dojdzie.

 

Nigdy nie znajdą tego, co naprawdę lubią. Co daje im radość, na co chcieliby poświęcić swój czas.

 

Dzieliłabyś ten dzień ze swoją rodziną? Cudownie. Zastanów się tylko, czy to byłoby coś w stylu ciągłego lamentu i morza łez „już jutro Cię nie zobaczę”? Czy raczej spędziłabyś ten czas na przeczytaniu dziecku jego ulubionej bajki (po raz tysięczny), wspólną kąpiel z osobą, której oddałaś serce lub długą rozmowę przy kubku herbaty z ludźmi, którzy Cię wychowali?

Mógłbyś zrobić cokolwiek. Myśl o tym, że jutro już nas nie będzie, jest na tyle nieznośna, że wielu z nas nie wytrzymuje i odchodzi już dziś. Jeszcze za życia.

Jeśli dziś byłby ostatni dzień Twojego życia i poświęciłbyś go na zrobienie tego, czego nigdy jeszcze nie robiłeś, bo się bałeś (a umówmy się, zazwyczaj to własny lęk nas ogranicza), tzn. że nie żyjesz w pełni tak jak chcesz.

Jeśli dziś byłby ostatni dzień mojego życia i robiłabym totalnie to, co robię każdego dnia, tzn. że osiągnęłam sukces. Że jestem tam, gdzie zawsze chciałam być.

 

A gdyby to był ostatni dzień Twojego życia? Co byś z nim zrobił?

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *